Przede wszystkim Synod to okazja do pobudzenia wiary, pobożności i gorliwości apostolskiej. To wsłuchanie się w to, co Duch Święty mówi Kościołowi.

Synod diecezjalny zwoływany jest i kierowany przez biskupa dla dobra Kościoła lokalnego. Biorą w nim udział duchowni oraz zakonnicy, a nowością jest uczestnictwo wiernych świeckich. Dzięki temu wszyscy diecezjanie reprezentowani są przez swoich przedstawicieli.

W dniu dzisiejszym młodzież z Parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego w Józefowie–Błotach dołączyła się do pielgrzymki aby przejść z nami jeden etap drogi oraz podzielić się swoim świadectwem. Bóg Wam zapłać za słowo i powierzamy was w naszych modlitwach.

Intencja na dziś: Za Przygotowujących synod – o światło Ducha Świętego.

Zachęcamy do wysłuchania świadectwa Joanny.

  1. 22:46

AUTOBIOGRAFIA
PRYMASA TYSIĄCLECIA KARD. STEFANA WYSZYŃSKIEGO

Część 1. DZIECIŃSTWO

Miałem zaledwie osiem lat, gdy Ojciec mój przeniósł się stąd [z Zuzeli] do Andrzejewa. Osiem lat! Zdawałoby się tak mało, ale dziecięca pamięć jest szczególnie świeża i wrażliwa. Co mi pozostało w pamięci z tego okresu? Pozostał mi obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który tu widzimy. Przed tym obrazem modlił się mój Ojciec i moja Matka, która zmarła 31 października 1910 roku, zaledwie w kilka miesięcy po przeniesieniu się Ojca z Zuzeli, i pochowana jest w Andrzejewie. Wiele razy znajdowałem mojego Ojca – którego Bóg obdarzył głęboką religijnością i darem modlitwy – właśnie tutaj, przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Tu spędzał chwile wolne od licznych prac przy budowie kościoła. Nie rozumiałem wtedy, dlaczego mój Ojciec tyle czasu klęczy przed tym obrazem. Dziś to rozumiem. Był wierny darowi modlitwy do ostatnich swoich dni. Dziś rozumiem jego modlitwę i służbę, którą traktował nie jako zawód, ale jako powołanie sługi ku chwale Bożej, grając i śpiewając w dawnej zabytkowej, drewnianej świątyni. (…)

Co jeszcze pamiętam? Pamiętam pierwsze po obudzeniu się wejrzenie przez okno na niedaleki Bug, którym płynęły berliny ze zbożem, świecąc z daleka białym płótnem żagli. Było to dla nas niezwykle ulubione zajęcie: prosto z łózka biegliśmy do oka, aby je zobaczyć.

Ale to co najbardziej zapadło mi w pamięci, to rozpoczęcie budowy tego kościoła. Wtedy budowano inaczej, z wielkim trudem. Stroną gospodarczą i rachunkową budowy zajmował się mój Ojciec. Do niego należało załatwianie wielu spraw z murarzami i majstrami. (…) Pamiętam, że niekiedy byliśmy wzywani na pomoc, gdy zabrakło cegły na rusztowaniach. Przychodziły “wici” do szkoły, a wtedy chłopcy przybiegali na plac budowy i pod kierunkiem murarzy dźwigali cegły z dalekich pryzm pod schody, prowadzące na rusztowania. Wyżej nie wolno było iść ze względu na bezpieczeństwo. Dźwiganie cegieł było pierwszym moim przyczynkiem do budowy kościoła, najpierw materialnego, a dziś duchowego.[1]

Nocą mój ojciec zabierał mnie nieraz w odległe lasy. Jechało z nim zawsze razem kilku miejscowych zaufanych gospodarzy. Stawiali krzyże na drogach i różnych kopcach… Wracaliśmy w zupełnym milczeniu, nigdy nie wolno było o tym mówić ani słowem…[2]

Mój Ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Gorę, a moja Matka – do Ostrej Bramy. Razem się potem schodzili w nadbużańskiej wiosce, gdzie urodziłem się, i opowiadali wrażenia ze swoich pielgrzymek, Ja, mały brzdąc, podsłuchiwałem, co stamtąd przywozili. A przywozili bardzo dużo, bo oboje odznaczali się głęboką czcią i miłością do Matki Najświętszej i jeżeli co na ten temat ich różniło – to odwieczny dialog, która Matka Boża skuteczniejsza: czy Ta, co w Ostrej świeci Bramie, czy Ta, co Jasnej broni Częstochowy?

W domu nad moim łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w onym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej. Zastanawiało mnie tylko dlaczego jedna jest czarna, a druga – biała? To są najbardziej odległe wspomnienia z mojej przeszłości.[3]

W tej świątyni w Andrzejewie kształtowało się, rozwijało i dochodziło do świadomości moje powołanie kapłańskie. Tutaj postanowiłem, że pójdę do seminarium i będę pracował nad tym, aby zasłużyć sobie na łaskę kapłaństwa. I tu po raz pierwszy wyjawiłem swoją tajemnicę mojemu Ojcu, który tyle lat służył ku większej chwale Bożej. Nie bez oporu otrzymałem od Ojca błogosławieństwo na drogę do kapłaństwa Chrystusowego.

Nie jest to wszystko, co sobie zapamiętałem, bo życie człowieka składa się z szeregu drobnych może, ale wiele niekiedy znaczących i decydujących chwil. Pamiętam jedną z nich. Było to w Wielki Piątek, w nocy. Cała niemal parafia zebrała się na ostatnie “Gorzkie Żale”. Śpiewano wszystkie trzy części, jak wtedy było w zwyczaju, a w przerwach obchodzono drogę krzyżową. Całą noc przesiedziałem w kościele, w konfesjonale, który stał przy wejściu do zakrystii. Zapamiętałem mocno tę modlitwę przy Grobie Chrystusa. Przeżycia tej nocy rzeźbiły moją chłopięcą duszę, pomagały mi odkrywać piękno drogi, którą zamierzałem pójść. Uważałem że to jest jedyna droga dla mnie, nie może być inaczej. I do dziś dnia nie mam żadnej wątpliwości, że taka powinna być moja droga.[4]

[1]Zuzela, 13 VI 1971

[2]Kamieńczyk, 27 V 1964

[3]Stryszawa, 1 VIII 1965

[4]wg Peter Raina: St. Kard. Wyszyński Prymas Polski, s.23.