Synod w naszej diecezji został powołany jako odpowiedź na potrzeby czasów. Obrady Synodu Biskupów w Rzymie oraz duże rozproszenie młodzieży w naszej diecezji skłoniło ks. bp Romualda Kamińskiego (dekret) do powołania synodu, który pomoże znaleźć rozwiązania na obecne problemy duszpasterstwa młodzieży i pomoże samym młodym w odnalezieniu drogi w Kościele do Boga.

Intencja na dziś: O owoce Synody

Zachęcamy do wysłuchania homilii Bp Romualda Kamińskiego wygłoszonej w trakcie Uroczystej Maszy Świętej na zakończenie nawiedzenia kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w domach Pomocników Maryi Matki Kościoła i uroczyste odnowienie oddania się Maryi przez Pomocników.

W dniu dzisiejszym Pielgrzymi po wysłuchaniu homilii dzielili się swoimi wspomnieniami z nawiedzenia obrazu w domach Pomocników, które trwało od października 2018 do marca 2019. Bardzo dziękujemy za Wasze świadectwo.

  1. 20:19

AUTOBIOGRAFIA
PRYMASA TYSIĄCLECIA KARD. STEFANA WYSZYŃSKIEGO

Część 2. PRZYGOTOWANIE DO KAPŁAŃSTWA

Kiedyś przyjechałem tutaj [do Andrzejewa] pomodlić się na grobie mojej Matki. Matka moja umierała prawie miesiąc. My – dzieci – siedząc w szkole, z lękiem nadsłuchiwaliśmy, czy nie biją dzwony kościelne. Dla nas byłby to znak, że Matka już nie żyje. Kiedyś po powrocie ze szkoły stanęliśmy wszyscy przy jej łóżku, a Matka zwróciła się do mnie ze słowami: “Stefan, ubieraj się.” Ponieważ była jesień, koniec października, zrozumiałem, że mam gdzieś iść. Włożyłem palto. Spojrzała na mnie i powiedziała: “Ubieraj się, ale nie tak, inaczej się ubieraj”. Zwróciłem na Ojca pytające oczy. Odpowiedział mi: “Później ci to wyjaśnię”… Gdy wyjaśnił, zrozumiałem, że Matce nie o to szło, bym ubierał się w palto, tylko bym “ubierał się” w cnoty, przygotowując się do przyszłej drogi. Czy wypełniłem jej ostatnie do mnie skierowane słowa – trudno mi na to odpowiedzieć. Każdy człowiek rachując się w sumieniu wie, że mógłby lepiej odpowiedzieć łasce Bożej. I ja również. Wielką tajemnicą jest łaska, którą Bóg daje, lecz od nas zależy jej skuteczność.[1]

Po śmierci Matki naszej, służąca domowa, zacna Ulisia, często nam mówiła o Matce Niebieskiej. Byłem sercem związany z pięknym posągiem Matki Bożej, stojącym na cmentarzu kościelnym w Andrzejewie. Gdy już byłem w Warszawie, w gimnazjum W.Górskiego, uczucia swoje przeniosłem na posąg Matki Bożej Passawskiej na Krakowskim Przedmieściu, przed kościółkiem “Res sacra miser”, gdzie zbierały się niektóre klasy szkolne na nabożeństwo.[2]

Jedno zdarzenie zapadło mi głęboko w duszę. Pamiętam, gdy ksiądz Bogdański, mocno już zgorączkowany, prowadził w 1919 roku wykład z liturgii teologicznej dla nas, alumnów z klasy siódmej. Były to czasy wielkich przemian w świecie, w którym zmagały się dwie potęgi: nienawiść i miłość. Na razie zwyciężyła nienawiść. Ksiądz Bogdański, świadom był sytuacji, w jakiej kształtuje przyszłych kapłanów. Powiedział do nas tak: “Przyjdą czasy, w których będą wam, tu obecnym, wbijać gwoździe w tonsury”. Może nie wszyscy jego słuchacze przejęli się tym, choć było to wysoce prawdopodobne. Ja zapamiętałem sobie te słowa i później kolegom swoim je przypomniałem.

Czy sprawdziły się one? Może nie w takiej formie, jak to widział nasz profesor, lecz niekiedy w znacznie drastyczniejszej i bardziej napełnionej udręką. Z szesnastu, którzy byli przeznaczeni do święceń kapłańskich w roku 1924, pozostało nas tylko dwóch. Trzynastu Bóg powołał do obozu Dachau. Powróciło tylko czterech, pozostali – ponieśli męczeńską śmierć w obozie. Z tych, którzy wrócili, trzech było “królikami doświadczalnymi”. Dokonywano na nich ciężkich przeszczepów. Ponadto dwóch z naszego kursu przeszło przez więzienia współczesne. Myślę, że w nadmiarze spełniła się wizja naszego profesora z roku 1919. W młodzieńczym swym zapale myśleliśmy, że możemy pić kielich, który przygotował nam Chrystus. Ale nie wyobrażaliśmy sobie jak wiele trzeba będzie ucierpieć dla Imienia Chrystusowego.

Większość z moich Wychowawców i Profesorów zginęła w Dachau, Oranienburgu, Mathausen czy Oświęcimiu. Śmiercią swoją przypieczętowali to, czego nas uczyli. Gdy przyszła chwila egzaminu pamiętali, że największą miłością, w imię której kapłan idzie do ludu, jest służba apostolska temu ludowi. Nie zawahali się, gdy nadszedł moment egzaminu życiowego, i dali świadectwo Prawdzie.[3]

W czasie pobytu w Seminarium Duchownym we Włocławku dwa nabożeństwa się wzajemnie uzupełniały: do Serca Pana Jezusa i do Matki Bożej Jasnogórskiej, której obraz był w bocznym ołtarzu. Wszystkie święta Matki Bożej obchodziłem z wielkim podniesieniem ducha.[4]

Święcenia kapłańskie otrzymałem w kaplicy Matki Bożej w Bazylice Katedralnej Włocławskiej w roku 1924. Byłem święcony sam – 3 sierpnia. Moi koledzy otrzymali święcenia 29 czerwca, a ja w tym dniu poszedłem do szpitala. Była to jednak szczęśliwa okoliczność, gdyż dzięki temu mogłem otrzymać święcenia właśnie w kaplicy Matki Bożej. Gdy przyszedłem do katedry, stary zakrystian, pan Radomski, powiedział do mnie: “Proszę księdza, z takim zdrowiem to chyba raczej trzeba iść na cmentarz, a nie do święceń”. Tak się wszystko układało, że tylko miłosierne oczy Matki Najświętszej patrzyły na ten dziwny obrzęd, który miał wówczas miejsce. Byłem tak słaby, że wygodniej mi było leżeć krzyżem na ziemi niż stać.[5]

Pragnieniem moim było, aby móc w życiu przynajmniej kilka Mszy świętych odprawić. Bóg jednak dodał do tych lat wiele jeszcze innych, nieprzewidzianych, i On wyznaczył czas. Przez to “zobowiązywał” się poniekąd do tego, że gdy zażąda od człowieka służby kapłańskiej, będzie go potem w niej wspierał.

Od tamtej chwili czuję, że ciągnę nie swoimi siłami, tylko mocami Bożymi. Dlatego niczego nie mogę przypisywać sobie, nie mogę zbyt dużo mówić o moim kapłaństwie, o tym co miało miejsce w moim życiu, bo byłem tylko uległy Bogu. Apostoł usłyszał: “Wystarczy ci łaska Boża, albowiem moc udoskonala się w słabości” (2 Kor 12,9). I za nim można powtórzyć nieco żenujące słuchaczy słowa: “Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć” (Kor 1,27). Wielu kapłanów doświadcza na sobie takiego stanu duchowego i ja do tego się przyznaję.[6]

[1]Andrzejewo, 13 VI 1971

[2]Rywałd, 11 X 1953

[3]Warszawa, 3 VIII 1974.

[4]Rywałd 11 X 1953.

[5]Stryszawa, 1 VIII 1965

[6]Włocławek, 18 IX 1974.