Składa się z osób wybranych ze względu na pełnione funkcje diecezjalne lub delegowanych przez ruchy młodzieżowe, a także osób nominowanych przez Biskupa Diecezjalnego.
Jej celem jest konsultacja Instrumentum laboris oraz Dokumentu Finalnego.
Prace odbywają się w czasie sesji, ale także poprzez konsultacje drogą elektroniczną.

Skład:

  • Dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Młodzieży (jednocześnie Asystent
    Diecezjalny katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży)
  • Dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Ogólnego
  • Dyrektor Wydziału Nauki Katolickiej
  • Diecezjalny Duszpasterz Rodzin
  • Moderator Ruchu Światło-Życie
  • Diecezjalny Duszpasterz Powołań
  • Diecezjalny Duszpasterz Służby Liturgicznej
  • Diecezjalny Duszpasterz Harcerzy
  • Diecezjalny Duszpasterz Akademicki
  • Prefekt WSD DWP
  • 10 świeckich audytorów wybranych spośród zaangażowanej Młodzieży
  • przedstawiciel katechetów
  • przedstawiciele wspólnot zakonnych

Zachęcamy do wysłuchania pierwszego świadectwa Elżbiety

  1. 17:52

AUTOBIOGRAFIA
PRYMASA TYSIĄCLECIA KARD. STEFANA WYSZYŃSKIEGO

4. BISKUPSTWO

Podobało się Bogu, aby doprowadzić mnie po wielu latach służby kapłańskiej, do pełni kapłaństwa. W roku 1946 otrzymałem powołanie na biskupa lubelskiego. Byłem tym mocno przestraszony. Ponieważ czułem, że przerasta to moje siły, zwłaszcza w tak trudnych czasach, jakie przed Kościołem Bożym stanęły w okresie powojennym – opierałem się woli Stolicy Świętej. Musiałem jednak ustąpić, bo kardynał Prymas August Hlond, który mi zwiastował wolę Stolicy Świętej, powiedział: “Papieżowi się nie odmawia”. Szukałem więc pomocy. Przypomniałem sobie modlitwę mojej Matki i mojego Ojca przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, w kościele parafialnym w Zuzeli. Postanowiłem iść w ich ślady. Dlatego po konsekrację biskupią pojechałem na Jasną Górę. Odtąd już życie moje związane jest z Jasną Górą.[1]

Wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią Mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej nowej drodze… Stało się to pamiętnego dnia, 25 marca 1946 roku, gdy mój Poprzednik, wielkiej pamięci kardynał Prymas August Hlond, sprawował wobec mnie zwiastowanie woli Ojca świętego Piusa XII. Myślałem wtedy podobnie jak Maryja: “Jakoż się to stanie?”

Człowiek nigdy nie jest dobrze przygotowany na zadanie, które jest mu z nagła zlecone. I ja miałem wiele wątpliwości. Dlatego też ociągałem się z naśladowaniem Matki Chrystusowej, która od razu powiedziała: “Oto ja służebnica Pańska”. Ja się na to tak szybko nie zdobyłem. Myślałem zbyt po ludzku, pamiętałem o własnej nieudolności, a zapomniałem  o tym, co Bóg zdolny jest uczynić, posługując się takimi narzędziami, jakie On sam wybiera…[2]

Jeżeli na czele swojego programu służby ludowi Bożemu, naprzód w Diecezji Włocławskiej, później – Lubelskiej, a następnie Gnieźnieńskiej i Warszawskiej, przyjąłem zawołanie “Soli Deo”, które umieściłem na szczycie odbudowanej Katedry Lubelskiej, to wyboru tego dokonałem w dziecięcej wierze, iż człowiek śmiertelny najskuteczniej życie swoje spędza w łączności z Tym, który nie umiera. Jeśli ku Bogu skierowuje swoją dobrą wolę, choćby słabą, w Nim odnajduje wszystko, co było przedmiotem jego trudów, wysiłków, osiągnięć, czy przegranych całego życia.[3]

Wszystkie ważniejsze moje sprawy działy się w dzień Matki Bożej. “Zwiastowanie” biskupstwa lubelskiego miało miejsce w Poznaniu,  z ust. J.[ego] Em.[inencji] Kardynała Hlonda – w dzień Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny (1946). Od razu postanowiłem sobie, gdy następnego dnia składałem konsens kanoniczny, że na mojej tarczy biskupiej będzie mi przewodziła Matka Boża Jasnogórska. Dlatego wybrałem Jej miesiąc na konsekrację i na ingres. Dlatego konsekracja miała miejsca na Jasnej Górze.

Dlatego wszystkie ważniejsze listy i zarządzenia biskupie były wydawane w dniu świąt Matki Bożej. Dlatego organizowałem tyle pielgrzymek z ziemi lubelskiej do Częstochowy.

A później, gdy otrzymałem wiadomość o powołaniu mnie na stolicę “Bogurodzicy Dziewicy” do Gniezna, w liście datowanym 16 XI 1948 r., a więc w dzień Matki Bożej Miłosierdzia – moje nabożeństwo do Matki Najświętszej stało się programem pracy. Ingres do Gniezna wyznaczyłem na 2 lutego w dzień Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny.[4]

W każdej drodze jest jakaś myśl przewodnia, jakieś światło, które człowiek usiłuje utrzymać w oczach, aby nie pozostać w ciemności i nie zbłądzić. Mam takie światło w swoich oczach od początku – szczególnie od chwili, gdy śp. kardynał August Hlond w 1946 roku posyłał mnie na stanowisko biskupa lubelskiego, i potem, gdy po dwóch i pół latach pracy, Stolica Apostolska wezwała mnie na stolicę świętych Radzima i Wojciecha, do Gniezna i na stolicę metropolitalną, do Warszawy. Ogromnie się tego lękałem i zdecydowanie się broniłem, ale powiedziano mi, że Ojcu świętemu się nie odmawia. Pamiętam o tym i nieraz to powtarzam kapłanom, gdy trudno im przyjąć skierowanie do służby różnym wspólnotom parafialnym. Ale i mnie było trudno posłuchać. Nie czułem się przygotowany do tak odpowiedzialnej pracy, zwłaszcza w dwóch archidiecezjach, i to tak odległych, mających odmienne właściwości, z którymi trzeba się bardzo liczyć.

Do takiej pracy niewątpliwie potrzebna była światłość. Nie mówię, że to jest mój jakiś nadzwyczajny dar. To jest dar łaski, zapowiedziany ustami mojego poprzednika, kardynała Augusta Hlonda, który umierając w Warszawie mówił: “Pracujcie i walczcie pod opieką Najświętszej Maryi Panny”. To były niemal ostatnie słowa kardynała Augusta Hlonda. Nigdy ich nie traciłem z mej świadomości.[5]

[1]Zuzela, 13 VI 1971

[2]Jasna Góra, 12 V 1971

[3]Por. P. Raina, t.1, s. 182.

[4]Rywałd, 11 X 1953

[5]Gniezno, 17 XI 1978